Dlaczego rozpad związku tak boli – 7 gorzkich etapów żałoby po rozstaniu.

Prawie każdy z nas przeżył rozstanie. Niezależnie od tego jak dobry lub zły był ten związek, jak długo trwał, kto kochał bardziej i kto się odkochał wcześniej, każdy uczestnik rozstania cierpi. Mniej lub bardziej, dłużej lub krócej, ale cierpi.

Psycholodzy porównują ból po rozstaniu do bólu po śmierci bliskiej osoby i rozróżniają siedem (czasami pięć dla uproszczenia) faz, przez które trzeba przejść, aby ten ból ukoić, odreagować stratę i przygotować się na nowe uczucie.

 

Faza pierwsza – Szok!

Nawet jeśli pod koniec w związku nic nie układało się dobrze i czuło się w powietrzu, że rozstanie jest nieuniknione i tylko było to kwestią czasu, kiedy wreszcie jedna strona zrobi ten krok i zakończy związek, uderza to z siłą bomby atomowej w obie osoby. Czasem ten szok następuje od razu (głównie u osób, które zostały porzucone) albo po pewnym czasie (głównie u osób, które zainicjowały rozstanie). Szok towarzyszy nam wszędzie, jest gdy się budzimy rano, towarzyszy nam przez cały dzień pracy i bombarduje nas wieczorem. Nie wiemy czy to rozstanie rzeczywiście się zdarzyło, czy to tylko sen, ale czujemy, że straciliśmy cos bardzo cennego. Nasze serce jest złamane. Nie potrafimy sobie wyobrazić, jak życie będzie teraz wyglądać.

 

Faza druga – Zaprzeczanie.

To faza, w której wypieramy fakt, ze to koniec. Nie wierzymy w to, co się stało. Czekamy na wiadomość, bądź telefon od byłego partnera czy partnerki i zapewnienie, że to rozstanie to był błąd, nasza miłość wciąż jest głęboka i będziemy razem żyli długo i szczęśliwie. Często w tej fazie wciąż utrzymujemy kontakt z byłym partnerem, dzwonimy do niego lub niej, żeby opowiedzieć co nam się przydarzyło w ciągu dnia, działamy według starych schematów. Może dojść do konsolidacji wspomnień związanych z byłym partnerem i upiększaniu związku, nawet jeżeli był on bardzo nieszczęśliwy. W tej fazie może dojść do „niezobowiązującego” seksu z byłym partnerem, duży błąd, który tylko przedłuży cierpienie.

 

Faza trzecia – Wściekłość! Och, to jest niebezpieczna faza! Ze względu na niski poziom serotoniny w mózgu wpadamy w huśtawkę nastrojów. I ta huśtawka waha się pomiędzy złością a furią, czyli jesteśmy źli, wściekli, albo działamy w amoku. Serio! To jest etap, w którym najlepiej nie wychodzić z domu, wyrzucić komórkę, odciąć telefon i skasować kontrakt na wifi. Jeżeli tego nie zrobimy, to na mamy szansę na dokonanie wielu … hm… interesujących rzeczy. Jak na przykład śledzenie byłego partnera, pojawianie się w miejscach, gdzie możemy go spotkać, wypominanie, uprowadzenie jego psa ( albo chomika), spalenie jego ciuchów, wysmarowanie oskarżającego maila, napady zazdrości a nawet rękoczyny.

Patrząc realistycznie nie możemy się zamknąć w domu ani wyrzucić telefonu, wiec najlepiej stanąć twarzą w twarz z tą złością, starać się odwrócić swoja uwagę poprzez nowe hobby, aktywność fizyczną, spotkania z przyjaciółmi. Warto poprosić zaufaną przyjaciółkę aby nas pilnowała (prawdopodobnie i tak jej się nie uda zapobiec wszystkim naszym akcjom, ale może zminimalizować destrukcyjne działania).

A tak naprawdę ta złość jest zdrową reakcją, oczyści nas ze starych kontraktów, które na siebie nałożyliśmy w tym związku, pozwoli odbudować naszą niezależność i poczucie własnej wartości.

 

Faza czwarta – Negocjacje. W moim odczuciu jest to najbardziej upokarzający etap. To teraz, niezależnie od tego jak zły był ten związek i jakie były przyczyny rozstania będziemy się starali odbudować, zacząć jeszcze raz. Obietnice poprawy, błagania, łzy a nawet straszenie samobójstwem są bardzo częste w tej fazie. W tej fazie powroty często następują i w większości przypadków związek i tak się kończy, tyle tylko, ze musimy teraz proces żałoby zacząć od nowa. Wiec tak naprawdę to trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: to koniec, nie ma powrotów, życie toczy się dalej.

 

Faza piąta – Poczucie winy. Bardzo smutna faza. Wmawiamy sobie, ze to co się stało to była nasza wina, ze nigdy nie byliśmy warci tego partnera. Kryje się za tym niebezpieczeństwo uwierzenia, ze skoro to my byliśmy przyczyna rozstania to my to również możemy naprawić. Nie, nie nie! To nie była nasza wina, nie bierzmy tego do siebie. To nie chodzi o to, ze my osobiście jesteśmy niedobrzy, tylko o to, ze ten związek był nieodpowiedni. I tyle.

Faza poczucia winy jest przygnebiająca i przechodzi płynnie w kolejną – fazę załamania.

 

Faza szósta – Załamanie. Ta faza jest do niczego. Wmawiamy sobie, ze już nas nikt nie pokocha i na zawsze zostaniemy same. Płaczemy dużo. Odizolowujemy się od przyjaciół. Jemy dużo słodyczy (mężczyźni w tej fazie mogą poddać się nałogom, najczęściej alkoholowemu).

Jedynym pocieszeniem niech będzie że, niezależnie jak źle się czujemy, ten etap też minie.

Osobiście radze pozostawać w fazach piątej i szóstej jak najkrócej (jakby radzenie miało jakikolwiek skutek), gdyż po pierwsze nie są one przyjemne, a po drugie w skrajnych przypadkach mogą prowadzić nawet do klinicznej depresji.

 

Faza siódma – Akceptacja. Uf. Pewnego ranka obudzisz się i poczujesz ze swiat jest piękny i warto żyć. Twoje hormony, enzymy i wszelkie inne substancje chemiczne w Twoim organizmie jakimś cudem w ciągu nocy wrócą do normy i osiągniesz boski stan homeostazy. I to jest etap, kiedy nareszcie będziesz wolna! Pierwszy dzień nowego życia! Gratuluję! Żałoba zakończona. Uwierz mi, naprawdę tak się stanie!

 

Aby całkowicie wyleczyć się ze starej miłości ważne jest przejście przez wszystkie etapy żałoby. Osoby, które tego nie zrobią , tylko szybko wejdą w kolejny związek, wniosą do niego cały bagaż, cierpienie i rozczarowania ze związku poprzedniego. Kiedy serce i umysł wciąż żyje przeszłością, miłość w teraźniejszości nie ma szans na rozkwit. Wszyscy potrzebujemy czasu, aby się odkochać, wypłakać, poskładać się do kupy i zrobić miejsce dla nowego uczucia i to niezależnie od tego, jak bardzo w czasie tej żałoby cierpimy. To cierpienie jest ważne, jest nieodłącznym składnikiem zakochania i odkochania, pozwala nam się rozwinąć, nawet jeśli nam się tak pierwotnie nie wydaje.

Trzeba dać sobie czas, pobyć we własnym towarzystwie, pokochać siebie całym sercem, głęboko zanurzyć się w tym uczuciu do siebie samej. Dopiero wtedy, gdy zamiast strachem przed samotnością wypełnimy się tym ogromem miłości, wtedy będziemy gotowe podzielić się tym uczuciem i pokochać kogoś głęboko.

Życzę wszystkim dużo miłości w życiu!