Uwolniłam się z toksycznego związku. Czy powinnam odczekać zanim znowu umówię się na randkę?

W czasie mojego ponad trzyletniego związku z EMO wielokrotnie, w czasie krótkich ale powtarzalnych przebłysków zdrowego rozsądku, zadawalam sobie pytanie: dlaczego tkwię w tym układzie, który przynosi mi tyle cierpienia? Te przebłyski były szybko zduszone przez realia codziennej rutyny, ale w końcu skumulowały się i wybuchły z silą wystarczającą do zainicjowania akcji odzyskiwania wolności.

Jak się później okazało to odzyskanie wolności było pierwszym etapem niezmiernie trudnego okresu dochodzenia do siebie. Moje poczucie własnej wartości, wiara w siebie i duma zostały zdeptane i kompletnie zniszczone. Wśród ogromnego wachlarza emocji, które mną targały, jedna wzbudziła moje szczere zdziwienie: obawa przed samotnością, paniczny wręcz strach, że nigdy nie znajdę sobie partnera i już zawsze będę sama.

Moje zaskoczenie było tym większe, że nigdy wcześniej nie bałam się samotności i wierzyłam że, sama, czy z partnerem, zawsze znajdę swoja drogę w życiu. Ten strach miał efekt uboczny w postaci natarczywej potrzeby znalezienia sobie nowego partnera jak najszybciej, już, teraz! Zdrowy rozsadek starał się przebić do mojej świadomości, że to nie jest najlepszy pomysł i takie pochopne działanie nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale strach był silny i uporczywy.

Zwierzyłam się z tych obaw mojemu terapeucie i jego reakcja była zdecydowana: w żadnym wypadku nie jestem gotowa na nowy związek! Moja obawa, że sama sobie nie poradzę paraliżował mnie, zaburzała sen i nawet przerodziła się w panikę. Zaparłam się jednak i postanowiłam to przetrwać. To był bardzo trudny okres. Kiedy patrzę wstecz wciąż jestem zdumiona jak wiele miałam w sobie siły!

Po uwolnieniu z toksycznego związku ofiara emocjonalnego sadysty jest wykończona psychicznie i emocjonalnie i potrzebuje czasu na dojście do siebie. To jest jak dochodzenie do zdrowia po ciężkiej chorobie, czujemy się fatalnie, ale wiemy ze będzie lepiej. Możliwe, że mamy syndrom stresu pourazowego PTSD (post-traumatic stress disorder), który może prowadzić do stanów depresyjnych a nawet ciężkiej depresji. Takie rzeczy wymagają czasu i terapii, nie przejdą same.

Okres po rozstaniu z EMO to ważny okres odkrywania siebie, zadawania pytań i szukania odpowiedzi. Dlaczego dałyśmy się uwikłać w taki toksyczny układ? Dlaczego przyciągnęłyśmy/wybrałyśmy takiego partnera? Jak to się stało, że nie zorientowałyśmy się wcześniej co się dzieje? Dlaczego wybaczałyśmy i wracałyśmy do niego? Jak rozpoznać takich ludzi i nie dać się wciągnąć ponownie w takie bagno?

Szczególnie to ostanie pytanie uważam za niezwykle ważne. Popełniłyśmy błąd w wyborze partnera i koniecznie trzeba znaleźć przyczynę, która nas do tego błędu doprowadziła. To jedyny sposób, aby uniknąć tej samej pomyłki w przyszłości. Po rozstaniu a EMO jesteśmy przewrażliwione i impulsywne, zatraciłyśmy czasowo zdolność logicznego myślenia i jesteśmy spragnione miłości. Wysyłamy rozpaczliwe wibracje, które, niestety, mogą przyciągać kolejnego toksycznego partnera (oni szukają takich właśnie wrażliwych, zranionych kobiet, którymi łatwo manipulować) i zamiast zdrowieć doprowadzimy się do jeszcze gorszego stanu. Jeżeli jesteśmy w stanie depresyjnym to jesteśmy bardzo podatne na sugestie. Wykończone brakiem czułości i uczucia, łapczywie uchwycimy się złudnej nadziei, że spotkałyśmy nareszcie naszego księcia z bajki, księcia, o którym zawsze marzyłyśmy, a tak naprawdę wpakujemy się w klasyczny etap miesiąca miodowego z nowym, perfidnym sadystą.

A nawet jeśli uda nam się jakimś cudownym zrządzeniem losu spotkać kogoś zupełnie normalnego, nieprzygotowane i niewyleczone wniesiemy do tego związku ogromny bagaż bólu, cierpienia i rozczarowania z poprzedniego związku i najprawdopodobniej zniszczymy cos potencjalnie pięknego. Przewrażliwione i załamane, szukamy kogoś, kto nas ocali. Jednakże romantyczny partner nie ocali nas przed naszym bólem, wspomnieniami, depresja czy też nami samymi. I to nie jest w porządku oczekiwać czegoś takiego. Od tego jest terapia, terapeuta i nasza własna praca. Poza tym to, jakie jesteśmy w tym trudnym okresie, systematycznie zmieni się, gdy będziemy dochodzić do siebie. Ta osoba na początku drogi do zdrowienia, załamana, nerwowa, przewrażliwiona, płaczliwa i ogromnie zestresowana kiedy dojdzie do siebie będzie radosna, pewna siebie, czuła i zdecydowana. Dwie kompletnie różne osobowości. Jakie są szanse, że ktoś, kto się zainteresował pokancerowaną osobowością pierwszą będzie również zainteresowany silną i wyjątkową osobowością drugą?

Oszczędźmy bólu sobie i innym i zafundujmy sobie ten niezwykle potrzebny, związkowy, emocjonalny detox. Dla dobra wszystkich zainteresowanych. Zamiast szukać nowego obiektu miłości na zewnątrz poszukajmy go w sobie. Po latach związku z emocjonalnym sadystą, wskutek jego manipulacji uwierzyłyśmy, ze jesteśmy beznadziejne, bez wartości, nie nadajemy się do kochania. Oczywiście to bzdura, wiec teraz musimy włożyć pracę w oduczenie się tego, czego nas nauczono.

Dobrze jest odnowić kontakty z przyjaciółmi i rodziną, spędzić czas z innymi. Będziemy zdumione jak wiele osób tęskniło za nami po tym, jak my pod naciskiem partnera zerwałyśmy wszelkie kontakty i dałyśmy się odizolować. Znajdźmy sobie nowe hobby albo wróćmy do starego, które zaprzestałyśmy prawdopodobnie znowu pod wpływem EMO. Wyjedzmy na wakacje, jeśli finanse pozwalają. Zadbajmy o siebie – wizyta u kosmetyczki, masaż, babskie spotkania – wszystko pomoże w naszym zdrowieniu, zajmie czas i odciągnie nasze myśli od przedmiotu naszego strachu.

Czas leczy rany. I tego właśnie potrzebujemy na tym etapie – czasu! Tak jak kontuzjowany sportowiec potrzebuje czasu bez sportu, aby wyzdrowieć i wrócić do pełnej sprawności i odpowiedniego poziomu, tak samo ofiary EMO potrzebują singlowego okresu po emocjonalnej kontuzji, której doznały. Jeśli sportowiec wróci do sportu za wcześnie, przed całkowitym wygojeniem, szanse na odnowienie urazu są bardzo duże, kolejna rekonwalescencja może nie przynieść oczekiwanych skutków i istnieje ryzyko że będzie musiał zrezygnować z uprawiania ulubionej dyscypliny. Nie pozwólmy, aby nas to spotkało! Dajmy sobie ten czas.

Już niedługo miną dwa lata odkąd się uwolniłam z mojego koszmaru. Jestem singielką. Bardzo szczęśliwą singielką. Tak naprawdę to nie pamiętam, żebym była tak szczęśliwa w jakimkolwiek dotychczasowym związku.

Ciągle pracuję nad sobą. Pracuję nad wszystkim, co pozwoliłam zniszczyć: nad moim charakterem, miłością do siebie i innych, finansami i moim życiem. Zrobiłam plany i je realizuję. A co najważniejsze pomagam innym. I wszystko to daje mi ogromna satysfakcję.
Spełniam się. I może kiedyś będę gotowa na nowy związek. Może tak, może nie. Czas pokaże. Nie ma pospiechu…